Nic nie słyszałem, a warto by. Tyle, że uwzględniając pewien poziom zniuansowania tego zjawiska.
Ceny paliw mają chyba tendencję dość bezpośrednio przekładać się na ceny jedzenia, ze względu na to jak bardzo cała ekonomia jest uzależniona od transportu kołowego. Te pieniądze piwinny były być zainwestowane w energię odnawialną i szerzej w uniezależnianie nas od ropy, ale pewnie z 10 lat temu, żeby to miało efekt teraz. Obecnie lobby paliwowe i trzymani przez nich politycy może trzymać społeczeństwo w szachu; albo obniżki podatków/dotacje albo najuboższych nie będzie zaraz stać na jedzenie.
A tym czasem anarchiści i radlew powiedzą, że nie ma co głosować, bo budujący ścieżki rowerowe i fermy wiatrowe socjaldemokraci są nie dostatecznie radykalni społecznie... Wiadomo, im gorzej tym lepiej, dla budowania kapitału politycznego niszowych grupek.