this post was submitted on 26 Jun 2023
0 points (NaN% liked)

wspólnota szmeru

1975 readers
1 users here now

O Szmerze - domyślna społeczność platformy

founded 6 years ago
MODERATORS
 

you are viewing a single comment's thread
view the rest of the comments
[–] pbpza@lemmy.dbzer0.com 0 points 3 years ago (1 children)

Ciekawa wypowiedź, odniosę się do kilku punktów i potem sobie poteoretyzuję jak przystało na typowego internetowego fotelowego anarchistę. Jednak uważam to za ciekawą sprawę bo dotyczy anarchizmu w praktyce i przynajmniej mi ciężko uwierzyć, że nie istniały lepsze opcje.

Co pomija twój opis, to, ostrzeżenia, które wcześniej otrzymali eksmitujący, że działanie siłą wywoła dokładnie taką odpowiedź oraz nie uzyska poparcia z zewnątrz

Jak duża część Syreny była za eksmisją Diny? Jeśli znaczna, to przynajmniej z zewnątrz narzuca się tutaj bardzo proste rozwiązanie, by może przeniósł się do Przychodni? Nie było to możliwe, nie było rozważane? Z tego co piszesz Przychodnia już przestała być anarchistyczna grożąc odpowiedzią siłową, jest to bardzo niezgodne z restorative justice, grożenie im natychmiastową eksmisją to jednak kara. Niedawno osoby z Syreny wydały dokument, w którym pisały zdaje się, że próby dogadania się z Diną trwały 5 miesięcy - czy według ciebie jeśli się on na nic nie zgadzał to osoby z Syreny powinny z nim spędzić wieczność?

Jeżeli bez zgody zaspawasz furtkę a później oblewasz wodą osobę próbującą ją przeciąć elektronarzędziem (co może zabić), to czego możesz się spodziewać ze strony grupy ‘bojowców’?

Dlaczego osoby z Przychodni nie były skłonne rozmawiać przez komunikatory lub przez furtkę? Czy osoby z Przychodni miały zgodę, by przeciąć furtkę elektronarzędziem? Jeśli nie, to dlaczego nie miałyby zostać oblane wodą?

Czy w tej chwili żyjesz bardziej anarchistyczne od skłotujących bojowych antyfaszystów-uchodźców, czy mniej?

Jeśli był on agresywny wobec osób, które nic mu nie robiły, to reszta jego aktywności nie ma dla mnie znaczenia. Podobno groził komuś nożem i uderzył mediatora - jeśli to prawda, to mi to wystarczy. W moim anarchizmie nawet taki nazwijmy to "zasłużony weteran Antify" nie ma uprawnień do opresjonowania innych.

Teraz krótko napiszę, że pewnie osobom zaangażowanym w taki konflikt w przyszłości bardzo pomogłoby zbieranie materiału dowodowego za swoją tezą, w miarę możliwości z podpisami, nagraniami itd., by nie kończyło się na "plotkach" i "wzajemnych oskarżeniach". Też nie uważam wcale, że takie sprawy powinny być uciszane w imię ruchu, bo tu chodzi w końcu o ludzi, a nie o to, by mieć nieskazitelny, kłamliwy obraz ideologii z całym brudem przykrytym ignorowaniem i milczeniem.

[–] harcesz@szmer.info 0 points 3 years ago* (last edited 3 years ago) (1 children)

Jak duża część Syreny była za eksmisją Diny? Jeśli znaczna

A decyzje jakiej dokładnie większości odnośnie jednostki są anarchistyczne? Większość bezwzględna na modłę parlamentarną? 2/3? Czy wystarczy wprowadzić do kolektywu parę swoich zwolenników i po prostu przegłosować +1 głosem? Takie wprowadzanie (później eksmitowanych) osób to zresztą jeden z wątków tego konfliktu.

narzuca się tutaj bardzo proste rozwiązanie, by może przeniósł się do Przychodni? Nie było to możliwe, nie było rozważane?

Jak pisałem powyżej, było to nie tylko rozważane, ale w którymś momencie już na wyprowadzkę przystał. Dlaczego do tego nie doszło nie jestem w stanie z pełnym przekonaniem odpowiedzieć, ale odnoszę wrażenie, że niektórym takie rozwiązanie konfliktu w którym D. był jednocześnie ich pionkiem byłoby nie na rękę i dały radę doprowadzić go do zmiany decyzji.

Z tego co piszesz Przychodnia już przestała być anarchistyczna grożąc odpowiedzią siłową, jest to bardzo niezgodne z restorative justice,

O ile się orientuję "Przychodnia" jako całość, albo nawet elementy nie groziła odpowiedzią siłową. Przed tym, że część związanej z nim ekipy zareaguje w taki sposób na wykorzystanie siły wobec D. ostrzegały zaangażowane osoby z zewnątrz. "Przychodnia" zresztą jako całość ludzi zaangażowanych w ten projekt, ale też po prostu tam mieszkających, nie brała w tym wydarzeniu udziału. Może jej znaczna część, może istotniejszy był udział powiązanej grupy z zewnątrz, reszta zasadnie, czy nie, pada ofiarą odpowiedzialności zbiorowej.

Ale też jeżeli grożenie przemocą jest nieanarchistyczne to właśnie skreślasz większą część tekstów i historii ruchu, tylko na bazie czego? Wydawało mi się, że miał to być ruch rewolucyjny, a bezkrwawe rewolucje to raczej ewenement bardzo niedawnej historii. Skąd koncepcja, że anarchistyczne jest tylko "restorative justice"? Czy to oferujemy tym, którzy narzucają nam swoją władzę? Sprawiedliwość naprawcza jest równie anarchistyczna jak krwawa zemsta na oprawcach i arbitralne wymierzanie im sprawiedliwości w imię mniej lub bardziej niezainteresowanego tym 'ludu'. To kwestia twojej perspektywy, co z całego możliwego spektrum wybierasz. Dla lekkiego zbicia pompatyczności - ze względu na historyczny precedens potencjalnie równie anarchistyczne byłoby przebranie się za proboszcza i wygłoszenie w katedrze kazania o tym, że bóg umarł. W tym kraju dostałbyś za to zresztą pewnie wyrok większy niż za zwyczajne pobicie.

grożenie im natychmiastową eksmisją to jednak kara.

Tu moja wina za (miejscami celowo) niejasne opisy; wzywanie do siłowego eksmitowania całości Przychodni padało wcześniej, tak ze 2 lata. To właśnie jeden z tych elementów, gdzie nie chcę za dużo tłumaczyć, a "obie strony" wolą ze swoich względów przemilczeć, ale który sądzę, że mógł mieć istotny wpływ na taki a nie inny rozwój wypadków.

Niedawno osoby z Syreny wydały dokument, w którym pisały zdaje się, że próby dogadania się z Diną trwały 5 miesięcy - czy według ciebie jeśli się on na nic nie zgadzał to osoby z Syreny powinny z nim spędzić wieczność?

Nie. Dlatego przywołuje tu własne doświadczenie; jako osoba, której okazjonalnie zarzuca się przemocowość dwukrotnie uczestniczyłem w rozmowach, po których co najmniej równie 'przemocowe' osoby wyprowadzały się z 'najgorszego siedliska przemocowości' jakim rysuje się Przychodnie, bez większych konfliktów, a tym bardziej rękoczynów. Obecnie uważam zresztą, że mogły to być to jedne z poważniejszych błędów jakie popełniłem w życiu, ale to już coś z czym ja się muszę mierzyć.
Odbieranie komuś domu, szczególnie osobie która wiele dla niego poświęcała i ryzykowała, na bazie jakichkolwiek założeń na temat tego co i jak ma działać nie jest prostą kwestią i nie życzę tego nikomu. Czy 5 miesięcy to długo? Dla mnie tak, ale sam wyprowadzam się z obecnego od roku. Pytanie czy masz jakiś punkt odniesienia dla takich procesów w kolektywach anarchistycznych?
Zresztą wobec konfrontacji z jednostkami całe tołstojowskie wioski potrafiły się wyprowadzać, aby utrzymać swój pacyfistyczny idealizm, to też klasycznie anarchistyczne rozwiązanie problemu. Mógłbym złośliwie dopytywać, czemu tu nie można było postąpić tak anarchistycznie.

Dlaczego osoby z Przychodni nie były skłonne rozmawiać przez komunikatory lub przez furtkę?

Bo właśnie siłą wyrzucono ich przyjaciela z domu?

Czy osoby z Przychodni miały zgodę, by przeciąć furtkę elektronarzędziem?

A czy osoby z Syreny miały zgodę, żeby zaspawać furtkę? Taką, która pozwalała na obronę albo przemieszczanie się pomiędzy skłotami w razie zagrożenia? Czego spodziewają się osoby, uznające, że rozsądnym krokiem jest nie tylko zamknięcie, ale wręcz dosłowne zaspawanie furtki? Czy jeżeli na tyle obawiasz się reakcji drugiej strony płotu nie warto by wziąć pod uwagę, że może dwumetrowe ogrodzenie nie stanowi jakiejś istotnej bariery dla zdeterminowanych osób? Dla mnie to trochę mówi o poziomie oderwania od rzeczywistości.

Jeśli nie, to dlaczego nie miałyby zostać oblane wodą?

Bo można kogoś w ten sposób zabić, a to powiedzmy lekko 'podnosi stawkę'?

Jeśli był on agresywny wobec osób, które nic mu nie robiły,

To dość istotne i jak próbowałem argumentować w poprzednim komentarzu niekoniecznie zasadne założenie. Jeżeli przez lata będę próbował Cię podporządkować swojej woli, to nic nie robię, jeśli nie robię tego fizycznie? Czy jeżeli mówię ci, że masz opuścić swój dom, bo uważam, że postępujesz nie tak jak ja tego oczekuje, to (z twojej perspektywy) nic Ci nie robię? Co więcej, jeśli robią to osoby, za które bezpośrednio ryzykowałeś swoją wolnością, żeby je ratować w niebezpieczeństwie, to sądzisz, że nic ci nie robią? Zdarzyło mi się z nim rozmawiać i mam bardzo mocne przekonanie, że jednak miał poczucie, że coś mu robią.
Ponownie - nie uważam, że uzasadnia to jego decyzje i zachowanie. Ale akurat ta część jego motywacji nie jest dla mnie niezrozumiała.

Podobno...

Napisałem całą odpowiedź, przedstawiającą alternatywną perspektywę na te i jeszcze kolejny zarzut o przemoc. Np. pewnie nie wiesz, że rzeczona 'mediatorka' była częścią drugiej strony konfliktu i weszła do jego pokoju z dużą jej grupą a samo "uderzenie" jej nie jest tak jasne. Ale spycha mnie to do pozycji przynajmniej w jakimś stopniu jego obrony, czego robić nie chcę, albo też licytacji na to kto co słyszał, a z pewnością nasłuchałem się znacznie więcej. Musiałbym to rozgrzebywać i wyliczać, zagłębiać się w coraz większe szczegóły, a dalej nie mam przekonania, jaka część tego co słyszałem od obu stron jest prawdą, bo czasami przeczyło temu co widziałem na własne oczy.
Czy D. jest osobą przemocową? Myślę, że tak, nawet jeżeli nie ma tak od dziecka to lata działalności pozostawiają swój ślad na psychice i jeśli nie wkładać w to dużo pracy - odbiją się też na otoczeniu danej osoby. Czy był poddawany przemocy? Jestem przekonany, że tak. Czy można przewidzieć jak zareaguje, jeśli np. napiera na niego grupa, chcąca go wyrzucić z jego pokoju? Nie spędzam życia na treningach, ale miałem sytuacje, które wywołały u mnie zaskakująco sprawne i bardzo niepożądane odruchowe reakcje obronne. Czy uzasadnia to jakąkolwiek przemocy z jego strony? Myślę, że nie. Ale tej stosowanej wobec niego też nie.

pewnie osobom zaangażowanym w taki konflikt w przyszłości bardzo pomogłoby zbieranie materiału dowodowego za swoją tezą, w miarę możliwości z podpisami, nagraniami itd.,

W znacznym stopniu się zgadzam, ale kto miałby go oceniać? Czy dowolna zainteresowana osoba ma dostawać wgląd w relacje/życie ludzi i działanie projektów? Właśnie tego tyczą się moje pretensje co do braku możliwości/organizacji działań rozjemczych.

Też nie uważam wcale, że takie sprawy powinny być uciszane w imię ruchu, bo tu chodzi w końcu o ludzi, a nie o to, by mieć nieskazitelny, kłamliwy obraz ideologii z całym brudem przykrytym ignorowaniem i milczeniem.

No i nie nie jest przykryty. Minęły dwa lata od konfliktu na Syrenie, ze 4 od niesławnego gwałtu na Przychodni, prawie 8 od eksmisji Odzysku. Co w tym czasie osiągnięto albo wyjaśniono w tych sprawach?
Większa część ruchu utraciła dwa budynki w centrum Warszawy, w tym jeden - żywy pomnik walki o prawa lokatorskie, drugi symbol antyfaszystowskiego oporu, a w Poznaniu ośrodek i grupy przez dziesięciolecia katalizujące działalność anarchistyczną na skalę, która dla młodych pokoleń nie jest już nawet wspomnieniem, bo nie znają innego stanu rzeczy niż obecny. Ale w swoich obecnych formach Rozbrat, Przychodnia i Syrena dalej działają. Ludzie dalej na nie przychodzą, organizują i grają koncerty, działają i mieszkają, czasami nawet robią jakieś pozytywne rzeczy. Natomiast w/g mojego stanu wiedzy nie powstała żadna alternatywa definiująca się w kontrze do nich nich.
Z wymienionych sytuacji tylko wobec wspominanego gwałtu na Przycho jeden kolektyw dał radę doprowadzić do czegoś pozytywnego i nie wydał przy tym pół zdania internetowego komentarza. Doprowadzono do usunięcia sojusznika sprawcy (sprawcę, z perturbacjami ale usunął sam kolektyw), przeprowadzenia obowiązkowych dla wszystkich warsztatów na temat przemocy seksualnej (później powtarzanych), oraz zobowiązania wobec ofiary (wiem, że to niepożądany termin, ale nie mam lepszego) pokrycia wszelkich jej potrzeb finansowych. Osiągnął to ten sam kolektyw, który próbował interweniować w sprawie D., i który regularnie jest przez niektórych mieszany z błotem za swoją rzekomą bierność, bo ma inny sposób działania i nie karmi korporacyjnej maszynki niezgody swoimi tekstami. Wskaż mi chociaż fragment takich efektów, w myśl sprawiedliwości naprawczej, które uzyskało całe to internetowe omawianie tematu, oświadczenia i ziny.

[–] LukaszWyrak@szmer.info 0 points 3 years ago (1 children)

"A decyzje jakiej dokładnie większości odnośnie jednostki są anarchistyczne? Większość bezwzględna na modłę parlamentarną? 2/3? Czy wystarczy wprowadzić do kolektywu parę swoich zwolenników i po prostu przegłosować +1 głosem? Takie wprowadzanie (później eksmitowanych) osób to zresztą jeden z wątków tego konfliktu."

Ale właśnie problemem tam tego kolektywu było to, ze niemal przy każdej decyzji zawsze znajdywały się 2-3 osoby, które wetowały. Tak było na każdym zebraniu kolektywu. Nic nie udawało się ustalić. Te zebrania ciągnęły się nieraz do 3 nad ranem i zamieniały w pyskówki. A było to na długo przed tymi wszystkimi aferami z D. Dla mnie ten kolektyw od początku był dowodem na to że tego typu anarchistyczne założenia nie działają w praktyce.

[–] pbpza@lemmy.dbzer0.com 0 points 3 years ago

Znalazłem taki wątek na reddicie: https://www.reddit.com/r/Anarchism/comments/rsjuis/how_do_anarchists_deal_with_obstructionism/

Ktoś tam napisał fajny "kompromis" stosowany przez niektórych, co o tym sądzisz?

You have struck upon a very significant problem. In real life it is something that intentional communities often struggle with, wanting consensus but inability to reach it. Generally how I had seen it most frequently seen it dealt with in a way that still holds to principle of total consensus is that after talking out the problem and listening for legitimate concerns that can be addressed if a contrarian/bad faith element exists then it is made incumbent on them to propose an alternative. Meaning instead of the majority stressing themselves out and the minority extorting its leverage the table is flipped. The hold outs need to forward their own alternative or modified proposal and win the consensus of the others. It prevents them from sitting on their laurels and gumming up everyone else's vision. If they can hammer out something that does speak to the community after a time possible going back to be amended on the suggestions of the majority. But if they cannot produce an alternative proposal or cannot get the majority to agree within a certain time frame then there veto is overturned.

Not staying this might be a perfect method or there aren't better ones out there but this is a common practical one that allows dissenters to be heard and a chance to inject what is important to them but doesn't hold the majority hostage to few who might be irrational, selfish or contrarian.